|
Duchowe życie stolicy
Blog > Komentarze do wpisu
Kościół czy demokracjaPo wakacyjnej przerwie powracam z informacjami o kościele warszawskim. Na początek przypominam sprawę Kopy Cwila na Ursynowie.
Spór o kawałek ziemi pod Kopą Cwila toczy się od 2006 r. Teren wciśnięty między bloki spółdzielni "Koński Jar-Nutki", a niewielkie wzniesienie archidiecezja warszawska otrzymała w ramach rekompensaty za znacjonalizowane działki na Starym Mieście. Przypomnienie sprawy i aktualny stan można znaleźć w moim tekście z 17 września Pod Kopą Cwila park czy kościół w "Gazecie Stołecznej". Po publikacji zadzwonił czytelnik i zasugerował, że tytuł powinien być inny. Bo w sporze nie chodzi o to czy kościół ma powstać, bo na to zgadza się nawet taki "szatan" jak radny Piotr Guział, ale o miejsce. Ludzie chcą świątyni, bo sąsiednia parafia pw. Wniebowstąpienia Pańskiego jest naprawdę przepełniona, ale 300 m dalej. Tam dzwony nikomu by nie przeszkadzały. W obliczu tak stanowczego sprzeciwu ludzi abp Kazimierz Nycz wycofał się z pomysłu budowy kościoła przy Końskim Jarze. To bardzo słuszna decyzja. Świątynię budują parafianie i to oni ponoszą później koszty jej utrzymania, dając na tacę i opłacając sakramenty. Gdyby metropolita forsował swój pomysł na siłę, to mogłoby się okazać, że fundusz budowy świeci pustkami. Warto pamiętać, że mieszkańcy Końskiego Jaru już raz finansowali budowę kościoła. Właśnie tego pw. Wniebowstąpienia Pańskiego. I nagle do ich drzwi zapukał nieznany ksiądz, oznajmił, że zostali przydzieleni do innej parafii i wyciągnął ręke po datek na nowy kościół. Cierpliwość ludzka ma swoje granice. Ale takie postępowanie kurii parafianie mogliby jeszcze wytrzymać, gdyby pozwolono im zdecydować o lokalizacji świątyni. Ale tego również nie dostaną. Na szczęście abp Nycz jest realistą i zdał sobie sprawę, że taki zamach na demokrację może się nie udać. Parafia to ludzie, bez nich są tylko zimne, puste mury i proboszcz, którego trzeba utrzymać z kasy kurii. Niezrozumiale jest jednak odłożenie sprawy ad acta. Każdy dzień bezczynności przybliża przeciwników budowy kościoła do dnia uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który zgodnie ze studium przeznaczy sporny teren pod park. Gdyby jednak jakimś cudem kurii udało się zdobyć pozwolenie na budowę, to może spłatać brzydkiego psikusa niedobrym parafianom. Sprzedać ziemię developerowi lub nawet samodzielnie wybudować tam apartamentowiec. Tylko co wtedy z przepełnioną parafią? Według mnie najlepszym rozwiązaniem obecnej sytuacji jest zamiana działek. Kościół nie może liczyć, że miasto jak z rękawa wyciągnie grunt w doskonałej lokalizacji, nie zajmowany przez nikogo, z dojazdem i kompletem pozwoleń. Takich działek w okolicy po prostu nie ma. Może więc warto schować dumę do kieszeni, wziąć teren proponowany przez miasto, z zastrzeżeniem, że Ratusz rozwiąże problem działkowców i zbudować oczekiwaną przez ludzi świątynię. Wilk będzie syty i owca cała. poniedziałek, 29 września 2008, j.zawadzki
TrackBack
|
|